W zakurzonych woluminach warszawskiego wydawnictwa Józefa Ungera z roku 1860, na łamach 21 numeru, odnalazłem perełkę O hebdowskich murach..., która przenosi nas nad meandry Wisły, w okolice niegdyś tak sławnego, a dziś niemal zapomnianego opactwa w Hebdowie.
Tekstowi "Hebdów" towarzyszący kunsztowny drzeworyt o tym samym tytule, który spod ręki Kostrzewskiego wyszedł, a przez Drążkiewicza w warszawskiej pracowni wyryty został. To zaproszenie do wspólnej wędrówki w czasie, gdzie historia kościoła i klasztoru splotła się z losami wybitnych mężów i kapryśną naturą wiślanych brzegów.
Krajobraz i dzieje w pigułce.
Hebdów, wieś poduchowna między Starém a Nowém Brzeskiem, jawi się nam jako oaza spokoju, nad którą góruje wiekowy kościół. Choć podanie przypisywało jego fundację biskupowi Iwonowi Odrowążowi (ok. 1240 r.), kronikarz z 1859 roku – za Antonim Kraszewskim – prostuje to mniemanie: Iwon był jedynie dobrodziejem, a fundatorami byli Strzeżysław i Wrocław za czasów Bolesława Kędzierzawego.
Spojrzyjcie jeno na to misterne dzieło sztuki graficznej. Zza chmur wychyla się wzniosła budowla, Hebdów, jawiąc się nam niczym perła w koronie. Jego mury, świadki wieków minionych, z godnością znoszą próbę czasu, a wieże, niczym strzeliste strzały, mierzą ku niebu, wznosząc swe modlitwy do boskich przestworzy.
Poniżej, jakby u stóp tego architektonicznego giganta, rozpościera się malownicza sceneria. W oddali góry, niby olbrzymy śpiące w objęciach mgły, otulają swą opieką tę krainę spokoju. Rzeka, leniwie wijąca się pośród zielonych łąk, nuci swą pieśń, opowiadając historie, które zasłyszała po drodze.
Na pierwszym planie, para wędrowców, niby postacie z legend, spogląda na to zapierające dech w piersiach widowisko. Ich twarze, wyryte przez czas i przygody, malują obraz zadumy i zachwytu. Zapewne w ich głowach rodzą się pytania o losy tych, którzy zamieszkiwali te mury, o bitwy, które tu stoczono, o miłości, które tu rozkwitły.
A w tle, słońce, niby złota tarcza, powoli chowa się za horyzontem, zapowiadając nadejście nocy. Gwiazdy, niby tysiące diamentów, rozsypują się po niebie, oświetlając drogę wędrowcom i czuwając nad spokojnym snem mieszkańców Hebdowa.
To właśnie jest Hebdów. Miejsce, gdzie historia przeplata się z legendą, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością, a piękno natury łączy się z geniuszem ludzkiej architektury.
Oto dokładna transkrypcja oryginalnego tekstu z 1860 roku, z zachowaniem oryginalnej pisowni i interpunkcji.
HEBDÓW.
W najpiękniejszéj, górzystéj okolicy krakowskiéj, poprzerzynanéj roskosznemi dolinami bujną roślinnością okrytemi, pomiędzy wsią prywatną Starém Brzeskiem, a miastem rządowém Nowém Brzeskiem, nad samym Wisły brzegiem, leży wieś poduchowna Hebdów, gdzie z daleka widzialny, wznosi się starożytny kościół murowany i zabudowania klasztorne, które na drugostronnym drzeworycie przedstawiamy. Było tu niegdyś sławne opactwo kanoników regularnych premonstrateńskich, zwykle Norbertanami zwanych, którego założenie dotąd powszechnie przypisują Iwonowi Odrowążowi, biskupowi krakowskiemu, około roku 1240. Podanie to jednak jest mylne, jak to dowodnie okazał Antoni Kraszewski, opat witowski tegoż zakonu, w historyi całego zgromadzenia w r. 1752 drukiem, ogłoszonéj. Tak atoli utrzymywał Kromer, tudzież Starowolski w żywotach biskupów krakowskich i inni, a za niemi poszli nasi nowocześni pisarze. Przeciwko temu świadczyły przecież dokumenta hebdowskie dawniejsze przed czasem Iwona, jakie Kraszewski miał w ręku, i dostatecznie przekonywały, że był on dobrodziejem klasztoru, a nie fundatorem. Albowiem Iwo, który biskupstwo otrzymał roku 1220, a umarł roku 1234, tylko znacznemi dochodami opatrzył Hebdów, przedtém szczuple od Bolesława Kędzierzawego uposażony. Okoliczność więc ta dała powód, że hojnemu biskupowi sławę założyciela niesłusznie przyznano. Tenże sam historyk powiada, że za jego czasów istniała w archiwum miejscowém bulla papieża Eugeniusza IV, w roku 1442 dawne dyplomata ponawiająca, która porządek fundacyi zaczynała od Bolesława Kędzierzawego. Co więcej, była tam wzmianka, że za pozwoleniem tegoż monarchy niejacy Strzeżysław i Wrocław wystawili rzeczony kościół i klasztor, i piérwsze wsie oraz folwarki mu nadali, zakonników zaś sprowadzili z Pragi z strachowskiego klasztoru, na którą to pamiątkę od owego czasu zgromadzenie hebdowskie prawie do końca swego istnienia za ojca czciło tamtejszego opata. Nie ulega przeto wątpliwości, że początek założenia kościoła i klasztoru w Hebdowie dawniejszéj sięga epoki, niż dotąd było oznaczone. Ale mamy jeszcze jeden fakt do sprostowania. Autorowie Starożytnéj Polski, znalazłszy w dokumentach miasta Nowego Brzeska wymienionego opata brzeskiego, wnieśli ztąd, jakoby Norbertanie byli tam poprzednio, a dopiéro na początku XVI wieku do Hebdowa się przenieśli; co znowu jest zupełnie mylne, gdyż w przywiedzionych dokumentach powiedzianém jest wyraźnie, że biskup Iwo w r. 1223 osadę Nowe Brzesko, przedtém do biskupów krakowskich należącą, zgromadzeniu księży Norbertanów w Hebdowie darował, ale ich tam nie fundował. Floryan zaś, opat tegoż zgromadzenia, w roku 1279 zamienił ją na miasto. Niéma więc żadnego śladu, aby kiedyś opactwo w Brzesku istniało, owszem nigdy takowe z Hebdowa się nie przenosiło. Wprawdzie jeszcze za czasów Kraszewskiego tradycya miejscowa i dawne rękopisma świadczyły, iż wtedy w trzeciém już miejscu po fundacyi stał klasztor hebdowski, częścią z powodu niewygodnego przedtém położenia, częścią dla Wisły podrywającéj brzegi, i ostatecznie na teraźniejsze bezpieczniejsze miejsce był przestawiony, zawsze jednak nigdzie indziéj, jak w Hebdowie. Z przyczyny owych częstych przenosin, tudzież gdy w piérwszéj połowie XVII wieku spalił się do szczętu od pioruna, o czém Kochowski w Klimakterach wspomina, zniknęły ślady poprzednich dziejów opactwa i kościoła, przeto wyżéj przytoczony jego historyk, w następnym wieku piszący, niewiele mógł o nim opowiedzieć. Pomiędzy innemi klęskami, które budowlę tę w późniejszych czasach dotknęły, najpamiętniejszym był pożar roku 1792. Spalił się wtedy dach kościoła i klasztoru, oraz szczyty wież i wiązania, a piękne dzwony się stopiły. Z tego powodu budowla ta, acz starożytna, niemal całkiem dawny swój charakter straciła. Dachy i wieże odbudowali Norbertanie, sprawili także dzwony, ale tych przed supressyą nie zdążyli na wieżę zaciągnąć i dlatego do dziś dnia bez użytku leżą w kościele. Była to świątynia wspaniała, pełna ozdób i bogactwa. Wewnątrz znajdowały się grobowce szlachetnéj rodziny Otwinowskich, pomiędzy któremi najokazalszy był nagrobek Mikołaja Otwinowskiego, męża zasłużonego ojczyznie orężem i radą. Po skassowaniu zgromadzenia w r. 1819 w kościele służbę Bożą odprawiali pozostali przy nim księża, a po roku 1832 przeniesiono do niego parafią ze starego Brzeska. W klasztorze tutejszym była niegdyś jedna z najznaczniejszych bibliotek zakonnych w Polsce, w rzadkie druki i rękopisma obfitująca. Zaglądali do niéj Czacki, Ossoliński, Świdziński i co było lepsze wcześnie z niéj wyłowili, resztę przewieziono do Warszawy. Opactwo hebdowskie należało do bogatszych w dawném województwie krakowskiém, ubiegali się téż o nie piérwsi dygnitarze duchowni, a niejeden znakomity mąż był tutejszym opatem. Do czasów Kraszewskiego kroniki klasztorne liczyły 38 opatów, ludzi godnych, których światu polskiemu zalecała świątobliwość, wysoki rozum i niepospolita umiejętność w rzeczach świeckich i duchownych. Pomiędzy niemi byli: Melchior Olszewski, sekretarz króla Zygmunta Augusta; Jordan z Zakliczyna, człowiek wielkiego rozumu i bardzo bogaty; Gotard Tyzenhauzen, co późniéj został biskupem smoleńskim, Janowi Kazimierzowi bardzo przyjemny i dobrze zasłużony; Ludwik Stępkowski, który dla niepospolitych zdolności z opactwa postąpił na biskupstwo kamienieckie; Erazm Kretkowski; Aleksander Trzebiński, podkanclerzy koronny za Władysława IV; Tomasz Leżeński, potém biskup łucki; Michał Wilkowski, któremu niejednokrotnie godność biskupią ofiarowano, lecz on, poprzestając na swojém powołaniu, zawsze za nią dziękował. Znakomity nauką założyciel sławnéj biblioteki w Warszawie, Józef Jędrzej Załuski, był także opatem hebdowskim; Józef Łaszcz od roku 1748 i zaraz po nim Franciszek Borowski, Krzysztof Dobiński, sufragan łowicki od r. 1753 do 1760. Smutnéj pamięci kanclerz Młodziejowski, biskup poznański, był także od r. 1771 tutejszym opatem. Uczony i cnotliwy Karol Wyrwicz ex-jezuita, od r. 1780 do 1791 ostatni komendataryjny opat. Ale po nim byli jeszcze mianowani Ignacy Pokubiatto od roku 1791, Grzegorz Zacharyasiewicz, sufragan łowicki do roku 1813. W końcu nosił podobno jeszcze ten tytuł przed kilkunastu laty do swojéj śmierci ks. Bystrzanowski, dziekan katedralny krakowski. Dziś po wielu tych dostojnikach zaledwo głucha pamięć w dziejach pozostała, a wspaniałe i świetne niegdyś gmachy kościoła i klasztoru, zamieniły się w ciche ustronie, które piękném swém położeniem może zwabić ciekawego wędrowca i przekonać go o znikomości rzeczy ludzkich.
Znaczenie wczoraj i dziś.
W roku 1860 publikacja ta służyła czytelnikom jako „podręcznik pamięci”, budzący dumę z narodowej przeszłości i przypominający o świetności instytucji, które przetrwały wieki. Współczesnemu odbiorcy artykuł ten otwiera okno na inną epokę, gdzie natura – w postaci Wisły – oraz historia, splatały się w sposób nieuchronny. Dzisiejsza lektura przypomina nam o „znikomości rzeczy ludzkich”, o której z taką nostalgią pisał autor sprzed niemal dwustu lat. To swoiste memento mori zapisane na marginesie historii lokalnej, które uczy nas uważnego patrzenia na mijane dziś zabytki. Niech ten tekst będzie przestrogą przed zapomnieniem i zachętą, by – tak jak wędrowcy na drzeworycie – przystanąć na chwilę nad brzegiem historii.
Index.
- Biskupstwo kamienieckie – cel kariery Ludwika Stępkowskiego.
- Bolesław Kędzierzawy – monarcha, od którego według bulli z 1442 r. zaczyna się fundacja klasztoru.
- Czacki – bibliofil i badacz, który korzystał z bogatych zbiorów hebdowskiej biblioteki.
- Hebdów – wieś poduchowna, miejsce dawnego, sławnego opactwa Norbertanów.
- Iwo Odrowąż – biskup krakowski, mylnie uważany za fundatora, w istocie wielki dobrodziej klasztoru.
- Klimaktera – dzieło Kochowskiego, w którym wspomniano o spaleniu się kościoła od pioruna.
- Norbertanie – zgromadzenie księży regularnych, zwanych też kanonikami premonstrateńskimi.
- Otwinowscy – szlachetna rodzina, której grobowce znajdowały się wewnątrz hebdowskiej świątyni.
- Supressya – (kasata) proces, który uniemożliwił zawieszenie nowych dzwonów na wieży.
- Wisła – rzeka, która przez podmywanie brzegów wymusiła przenosiny klasztoru.
Metryka źródła.
Tytuł publikacji: "Hebdów".
Autor publikacji: redakcja.
Tytuł ilustracji: "Hebdów (Rysował Kostrzewski, rytował Drążkiewicz w Warszawie.)".
Miejsce, Rok, Nr, str.: Warszawa; 1860; Nr 21.
Wydawca: Józef Unger (1817-1874).
Język: polski.
Źródło/Zbiory: Biblioteka Narodowa; Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego.
Dostępność elektroniczna: Polona.pl.
Domena Publiczna.













