Głównym tematem prezentowanej publikacji jest przybliżenie sylwetki, korzeni oraz artystycznej drogi Daniela Mikołaja Chodowieckiego – wybitnego osiemnastowiecznego malarza i rytownika, którego serce i tożsamość pozostały nierozerwalnie związane z Polską, mimo że losy rzuciły go na terytorium Prus. Tekst ten powstał w oparciu o artykuł biograficzny zatytułowany „Daniel Mikołaj Chodowiecki”, opublikowany przez redakcję warszawskiego „Tygodnika Ilustrowanego” (nr 12 z 1859 roku). Ten cenny zabytek polskiego piśmiennictwa społeczno-kulturalnego pochodzi ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego, a współcześnie jest szeroko dostępny w zasobach cyfrowych portalu Polona.pl jako część Domeny Publicznej.
Opowieść o mistrzu kreski – w duchu dawnej gawędy.
Kiedy błądzimy wzrokiem po pożółkłych stronach dawnej kroniki, z mgły zapomnienia wyłania się postać niezwykła, utkana z wewnętrznego ognia i niezłomnej woli. To Daniel Mikołaj Chodowiecki – człowiek, dla którego sztuka stała się przeznaczeniem, a tożsamość narodowa najgłębszym szeptem duszy. Choć dorosłe życie związał z Berlinem, przyszedł na świat w chłodnym, portowym Gdańsku w 1726 roku jako syn kupca. Los początkowo pchał go ku kupieckim księgom i jarmarkom, nakazując mu pełnić prozaiczne obowiązki buchhaltera u wuja. Lecz w głębi jego umysłu tliła się iskra, która tylko czekała na oswobodzenie z więzów materialnych trosk. Sam artysta wspominał po latach, że jego pierwsze próby malowania miniatur na tabakierkach były niedoskonałe, pozbawione harmonii. Dopiero spotkanie z augsburskim mistrzem emalii, nazwiskiem Hayd, rozpaliło w nim „ogień ukryty dotąd w popiele”. W 1754 roku rzucił bezpieczny handel i postawił wszystko na jedną kartę – na sztukę.
Czy wiedzieliście, że jeden z najpopularniejszych ilustratorów Europy XVIII wieku, którego ryciny zdobiły tysiące pruskich ksiąg, musiał ukradkiem walczyć o swoje marzenia?
Tekst ten wspaniale dopełnia zamieszczona w publikacji ilustracja – precyzyjnie odnowiony portret artysty, na którym spod burzy gęstych, lokowanych włosów spoglądają na nas mądre, przenikliwe oczy człowieka, który własnymi siłami wywalczył sobie nieśmiertelność. Na rycinie tej, utrzymanej w klasycznym, surowym stylu dawnego sztychu, widzimy twarz pełną skupienia, lecz i łagodnego humoru – cech, które rzekomo definiowały jego twórczość.
Artykuł odkrywa przed nami tajemnicę jego wielkiego sukcesu: Chodowiecki stał się prawdziwym reformatorem rytownictwa, twórcą nowej szkoły, która potrafiła ubrać występek w szaty przerażające, a cnotę ukazać tak uroczo, że jego miniaturowe ryciny poruszały mocniej niż uczone traktaty moralne. Stał się ilustratorem tak popularnym, że w Prusach niemal żadna książka nie mogła obyć się bez jego winiety, a ich liczba sięgnęła imponujących trzech tysięcy. Jednak najgłębszą tajemnicą serca artysty, którą odsłania przed nami autor artykułu, pozostaje jego niezłomna polskość. Własnoręczny list odnaleziony w Uniwersytecie Jagiellońskim grzmi ponad wiekami, gdy Chodowiecki z dumą odpowiada krytykom: „mam sobie za zaszczyt być prawdziwym Polakiem, chociażem w Niemczech osiadł”. Swoje przywiązanie udowodnił w 1773 roku, wracając po trzydziestu latach do ojczyzny, gdzie z miłością malował portret prymasa Podoskiego. Choć u schyłku życia został dyrektorem berlińskiej akademii sztuk pięknych, a jego wielkie dzieło „Pożegnanie nieszczęśliwego Jana Calas” zachwycało tamtejsze salony, to z polskiego punktu widzenia na zawsze pozostał synem tej samej ziemi, z której wyrośli jego przodkowie z wielkopolskiego Chocza.
„Zaszczyt być Polakiem. Nieznane oblicze i wielka sztuka Daniela Chodowieckiego w świetle XIX-wiecznych zapisków”
Dziewiętnastowieczna publikacja z „Tygodnika Ilustrowanego” stanowi dla współczesnego czytelnika niezwykle cenny pomost do zrozumienia, jak w dobie zaborów kształtowano i podtrzymywano polską tożsamość narodową. Przypomnienie postaci Chodowieckiego miało wówczas krzepić serca i dowodzić, że geniusz naszych rodaków jest w stanie zdobyć uznanie na całym świecie. Tekst ten pozwala nam także spojrzeć na osiemnastowieczny rynek sztuki oraz realia życia artystycznego z perspektywy epoki, która bezpośrednio po nim nastąpiła. Dla dzisiejszego odbiorcy artykuł jest cennym źródłem historycznym oraz przykładem pięknej, kwiecistej polszczyzny, która uczy nas szacunku do językowego dziedzictwa. Ostatecznie, przypomina on o uniwersalnej prawdzie, że prawdziwy talent i wierność własnym korzeniom potrafią przetrwać próbę czasu oraz dziejowe burze.
Spójrzcie na ten mistrzowsko odnowiony portret z 1859 roku, opublikowany pierwotnie na łamach kultowego „Tygodnika Ilustrowanego”.
Oto dokładna transkrypcja tekstu z 1859 roku, z zachowaniem oryginalnej pisowni, interpunkcji, wyróżnień oraz specyficznych form językowych np. wielkiéj, podług, merytalne, d. 16 października właściwych dla dziewiętnastowiecznej polszczyzny.
Daniel Mikołaj Chodowiecki.
W gronie rodaków naszych, co pracą i talentem zjednali sobie sławę u obcych, jaśnieje znakomity malarz i rytownik Chodowiecki, który, chociaż działalność swą artystyczną poświęcił głównie na usługi kraju sąsiedniego, należy przecież do nas urodzeniem i pierwotném wychowaniem. Życie jego, to zwycięztwo ducha nad gniotącemi go warunkami zewnętrznemi. Przeczuwszy wyższe powołanie swoje, posłuszny nieprzepartemu popędowi, rzuca zawód obiecujący mu sowite korzyści materyalne, oddaje się z zapałem sztuce, i własnemi jedynie dźwigając się siłami, uwiecznia w niéj swoje imię.
Daniel Mikołaj Chodowiecki urodził się d. 16 października 1726 roku w Gdańsku, gdzie ojciec jego był kupcem. Rodzina Chodowieckich pochodziła pierwotnie z Chocza w Wielkiéj Polsce, zkąd następnie przeniosła się do Torunia i Gdańska. W księgozbiorze uniwersytetu jagiellońskiego w Krakowie znajduje się własnoręczny list Daniela Chodowieckiego, ze szczegółowym wywodem jego narodowości, w którym artysta nasz, pisząc do jakiegoś Łęskiego, tak się wyraża:
„Jeżeli mnie wpan masz za Polaka, którego rodzice osiedli w Niemczech, to wielką czynisz mi krzywdę; bo wtedy niebyłbym Polakiem, ale Niemcem, a właśnie mam sobie za zaszczyt być prawdziwym Polakiem, chociażem w Niemczech osiadł. Bartłomiej Chodowiecki był ziemianinem w Wielkiéj Polsce. Jego syn czwarty, Mateusz, urodzony r. 1583 z Krystyny Morawskiéj, spłodził r. 1610 syna Jana, który ożeniwszy się w Toruniu z Elżbietą Rychowską, był ojcem Krystyana, kupca w Gdańsku. Krystyan r. 1698 spłodził syna Bogumira, z którego roku 1726 urodził się Daniel. Tym Danielem ja sam jestem, pierwszy z Chodowieckich, co opuściwszy Polskę, przeniósł się do Niemiec. Widzisz więc wpan dobrodziej żem prawdziwy Polak.“
Ojciec Daniela, malujący sam dla rozrywki miniatury, udzielił mu piérwszych w téj sztuce początków. Posłuszny jednak woli rodziców, młodzieniec po śmierci ojca poświęcił się zawodowi kupieckiemu, początkowo w Gdańsku, a następnie, od r. 1743, w Berlinie, u brata swojéj matki. Jeżdżąc z pryncypałem po jarmarkach, pełnił u niego obowiązki buchhaltera, a w chwilach wolnych malował miniatury do tabakierek, które dla wuja jego stały się wkrótce przedmiotem zyskownego handlu. Rzemieślnicze to zajęcie nie mogło przecież zadowolić młodego Daniela, którego umysł pałający rwał się niecierpliwie ku wyższym sferom artystycznym. Tę walkę ducha, skrępowanego przeszkodami materyalnemi, wystawia sam Chodowiecki w autobiografii swojéj, drukowanéj w Meusel’a „Miscellen artistischen Inhalts.“
„Czułem dobrze, mówi nasz artysta, że wszystko co robię bardzo jest błędném w rysunku i niedokładném w kolorycie; nie było tam żadnéj harmonii, tylko wszystko z rycin kopiowane. Mój wuj był kupcem, i więcéj naturalnie szło mu o zyski, jak o postępy moje w sztuce. Na malarstwie nie znał się wcale, i przekonany był że każda moja praca jest arcydziełem. W końcu zobaczyłem u malarza co mnie uczył malowania na emalii (był to Augsburczyk nazwiskiem Hayd) rysunki akademickie i usłyszałem od niego jak artysta uczyć się powinien. To wszystko podnieciło we mnie ogień ukryty dotąd w popiele; postanowiłem porzucić zupełnie kupiectwo i uczyniłem to w r. 1754.“
Od téj chwili zaczyna się, mozolny zrazu i niewdzięczny, zawód artystyczny Chodowieckiego. Pracując bezustannie, poznał się z dobrymi artystami, jak: Rode, Le Sueur i wielu innych; żaden z nich przecież nie wywarł stanowczego wpływu na kierunek talentu młodego artysty, którego utwory noszą piętno niezaprzeczonéj samodzielności.
Około r. 1756 rzucił się do rytownictwa i w sztuce téj stał się założycielem nowéj zupełnie szkoły. Głównemi dzieł jego cechami są: oryginalność w pomyśle, gruntowne studyum natury i charakterów, powabna technika i ogólna harmonia w wykonaniu. W rycinach z pod ręki jego wyszłych widzimy kolejno humor i surową powagę, a religijność i cnota, któremi sam był przejęty, wszędzie w nich górują. Występek umié Chodowiecki oblec w szatę tak przerażającą, a cnotę idealizować tak uroczo, że niektóre z prac jego głębsze od wielu traktatów moralności czynią wrażenie.
Utwory jego zwróciły wkrótce uwagę akademii sztuk pięknych w Berlinie, która zleciła mu wykonanie rycin do wydawanego przez siebie kalendarza. Około r. 1770 zetknął się z Basedowem, tym prawdziwym przyjacielem ludzkości, który poznawszy ile talent Chodowieckiego poprzéć może jego zamiary, polecił mu wykonanie stu rycin do swego „Dzieła elementarnego“ (Elementarwerk). Podobnież wszystkie niemal ryciny do „Fragmentów fizyognomistycznych“ Lavater’a robione są podług jego rysunków, a niektóre on sam po mistrzowsku sztychował. Szczęśliwy w pomyśle, sumienny w wykonaniu, zręczny w zachowaniu podobieństwa osób kilka razy w ciągu dzieła rysowanych, umiejący przytém doskonale uwydatnić grę namiętności i uczuć, Chodowiecki stać się musiał i stał się istotnie ulubieńcem publiczności, illustratorem prawdziwie popularnym. To też rzec można, że w ciągu lat kilkudziesięciu nie wyszła w Prusach żadna niemal książka, do któréjby on nie dorobił choć winiety, a illustracye jego stały się dla wydawców rękojmią pokupności; nic dziwnego więc iż liczba mniejszych jego rycin dochodzi do 3,000.
W utworach Chodowieckiego większych rozmiarów mniéj widać życia i prawdy; lecz przypisać to można w części przesadnemu strojowi ówczesnemu, utapirowanym w piętra głowom i bufiastym sukniom, w których trudno było postacie ludzkie przedstawiać kształtnie i szykownie, a w części mniejszemu zamiłowaniu z jakiém oddawał się pracom tego rodzaju, do których brakowało mu koniecznéj w takim razie cierpliwości.
Z zacytowanej wyżéj autobiografii przytaczamy jeden jeszcze ustęp, dowodzący przywiązania naszego artysty do kraju rodzinnego.
„Roku 1773, pisze Chodowiecki, po trzydziestolettniéj nieobecności, odwiedziłem znów moję drogą ojczyznę, która mnie z całą miłością i przyjaźnią powitała. Chciałem tylko dwa tygodnie zabawić w mieście rodzinném, ale zarzucono mi tylą robotami, że dziewięć tygodni zabawić musiałem. Tu, pomiędzy wielą innemi miniaturami, malowałem także prymasa Podoskiego, co potém zmarł w Marsylii. Nie pomyślę nigdy bez wzruszenia o dniach przyjemnych jakie wtedy spędzałem.“
Oddawna już Chodowiecki pełnił obowiązki wicedyrektora akademii sztuk pięknych w Berlinie, gdy roku 1798, po śmierci Rode’go, obrany został jednomyślnie rzeczywistym jéj dyrektorem. Niedługo jednakże urząd ten sprawował, gdyż dnia 7 lutego 1801 umarł w 75 roku życia, po kilkumiesięcznéj chorobie.
Z obrazów olejnych Chodowieckiego najsłynniejszą jest wielka kompozycya jego: „Pożegnanie nieszczęśliwego Jana Calas,“ znajdująca się w galeryi królewskiéj w Berlinie. W sklepioném więzieniu siedzi w środku Calas, z głową opartą na ramieniu córki. Druga córka obejmuje go na klęczkach, a syn pochylony całuje rękę nieszczęśliwego ojca. Na lewo od téj grupy dwóch żołnierzy wpuszcza do celi dwóch księży, z których jeden trzyma w ręku różaniec. Na prawo w krześle poręczowém siedzi zemdlona małżonka Callas’a, cucona przez sługi; przed nią na stole leży otwarta książka. Dozorca więzienia zdejmuje pęta z nóg Callas’a, aby go poprowadzić na miejsce egzekucyi. Obraz ten sam artysta rozpowszechnił za pomocą wydanéj w r. 1768 ryciny.
W téjże galeryi mieszczą się dwa inne wysokich zalet malowidła rodzajowe Chodowieckiego: „Das Blindekuhspiel“ (Ślepa babka) i „Der Hahnenschlag“ (Gra w kurka). Oba te utwory odznaczają się lekkością i dowcipem, a w jasnych, srébrzystych tonach przypominają Lancret’a.
Piękny obraz olejny Chodowieckiego, przedstawiający „Niewiastę przy gotowalni,“ znajduje się w zbiorze Edwarda bar. Rastawieckiego; najkompletniejszy zaś zbiór jego rycin posiada z Polaków p. Gwalbert Pawlikowski w Medyce.
Index.
- Akademia sztuk pięknych w Berlinie – Instytucja artystyczna, która dostrzegła talent Chodowieckiego, zlecając mu ilustrowanie kalendarzy; u schyłku życia (w 1798 r.) artysta został wybrany jej rzeczywistym dyrektorem.
- Augsburczyk (Hayd) – Malarz emalier, u którego Chodowiecki zobaczył rysunki akademickie; to jego wskazówki obudziły w młodym artyście głębokie powołanie do porzucenia kupiectwa na rzecz sztuki.
- Bartłomiej Chodowiecki – Ziemianin z Wielkopolski, praprapradziadek Daniela; kluczowe ogniwo w genealogicznym wywodzie polskości artysty.
- Basedow – „Prawdziwy przyjaciel ludzkości”, który powierzył Chodowieckiemu wykonanie stu rycin do swojego pedgogicznego „Dzieła elementarnego” (Elementarwerk).
- Berlin – Miejsce, do którego Chodowiecki przeniósł się w 1743 roku i gdzie rozwijał swoją wielką karierę artystyczną oraz zmarł w 1801 roku.
- Chocz w Wielkiéj Polsce – Miejscowość, z której pierwotnie wywodził się ród Chodowieckich, zanim rodzina przeniosła się do Torunia i Gdańska.
- Daniel Mikołaj Chodowiecki – Główny bohater artykułu, urodzony w Gdańsku (1726 r.) znakomity malarz i rytownik, który z dumą deklarował polską narodowość.
- Gdańsk – Miejsce urodzenia Daniela Chodowieckiego oraz miasto handlowe, w którym jego ojciec był kupcem, a on sam stawiał pierwsze kroki w tym zawodzie.
- Gwalbert Pawlikowski z Medyki – Polski kolekcjoner, wskazany w tekście jako posiadacz najkompletniejszego zbioru rycin autorstwa Chodowieckiego.
- Jan Calas – Bohater najsłynniejszego obrazu olejnego Chodowieckiego („Pożegnanie nieszczęśliwego Jana Calas” z 1768 r.); dzieło przedstawia dramatyczną scenę uwięzienia i pożegnania skazanego ojca z rodziną.
- Księgozbiór uniwersytetu jagiellońskiego w Krakowie – Miejsce przechowywania kluczowego dowodu historycznego – własnoręcznego listu Chodowieckiego, w którym ten dowodził swojej czysto polskiej narodowości.
- Lancret – Słynny malarz francuski; do jego jasnych, srebrzystych tonów autor artykułu porównuje rodzajowe malowidła Chodowieckiego („Ślepa babka” i „Gra w kurka”).
- Lavater – Uczony, do którego słynnego dzieła o fizjonomice („Fragmenty fizyognomistyczne”) Chodowiecki przygotowywał i sztychował mistrzowskie ryciny.
- Łęski – Adresat listu Chodowieckiego; postać, przed którą artysta stanowczo i dumnie bronił swojego polskiego pochodzenia.
- Meusel – Wydawca periodyku „Miscellen artistischen Inhalts”, w którym opublikowano autobiografię Chodowieckiego opisującą jego wewnętrzną walkę o porzucenie kupiectwa.
- Prymassa Podoski – Polski hierarcha kościelny, którego portret miniaturowy Chodowiecki namalował z wielkim wzruszeniem podczas swojej sentymentalnej podróży do ojczyzny w 1773 roku.
- Rastawiecki Edward (baron) – Polski badacz i kolekcjoner sztuki, w którego zbiorach znajdował się piękny obraz olejny Chodowieckiego „Niewiasta przy gotowalni”.
- Rode – Artysta malarz, znajomy Chodowieckiego z Berlina; po jego śmierci w 1798 roku Chodowiecki przejął funkcję dyrektora berlińskiej akademii.
- Rytownictwo (Sztychowanie) – Dziedzina sztuki, w której Chodowiecki osiągnął absolutne mistrzostwo, stając się autorem około trzech tysięcy popularnych rycin i założycielem nowej szkoły graficznej.
- Toruń – Miasto, do którego czasowo przeniosła się rodzina Chodowieckich z Chocza i w którym dziadek artysty ożenił się z Elżbietą Rychowską.
Metryka źródła.
- Tytuł publikacji: "Daniel Mikołaj Chodowiecki".
- Autor publikacji: redakcja.
- Tytuł ilustracji: "Daniel Mikołaj Chodowiecki".
- Publikacja: Tygodnik Ilustrowany (czasopisma społeczno-kulturalne polskie).
- Miejsce, Rok, Nr, str.: Warszawa; 1859; Nr 12.
- Wydawca: Józef Unger (1817-1874).
- Język: polski.
- Źródło/Zbiory: Biblioteka Narodowa; Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego.
- Dostępność elektroniczna: Polona.pl.
- Domena Publiczna. Wolno zwielokrotniać, zmieniać i rozpowszechniać oraz wykonywać utwór, nawet w celach komercyjnych, bez konieczności pytania o zgodę. Wykorzystując utwór należy pamiętać o poszanowaniu autorskich praw osobistych Twórcy.













