Szanowni Czytelnicy, oddajemy w Wasze ręce niezwykłe świadectwo łódzkiego życia z początków ubiegłego stulecia, spisane ręką autentycznego mieszkańca Bałut.
Ta osobliwa korespondencja Pietra Kornobisa do redakcji „Tramwaju Łódzkiego” to nie tylko wołanie o wsparcie w ciężkich czasach, ale przede wszystkim barwny popis soczystej, bałuckiej gwary. Autor, choć zmagający się z srogą biedą i dziurawymi trzewikami, z niespotykanym humorem oraz fantazją kreśli swoją prośbę o znalezienie godziwego zajęcia. Tekst ten stanowi bezcenne lustro epoki, w którym odbija się zarówno nędza robotniczych przedmieść, jak i niezłomny, buńczuczny duch dawnych łodzian. Niech ta lektura będzie dla Was jak ożywcza podróż dorożką przez gwarne ulice „Ziemi Obiecanej”, gdzie pod warstwą fabrycznego pyłu zawsze tętniło prawdziwe, niepokorne życie.
Oto streszczenie listu Pietra Kornobisa, sporządzone z poszanowaniem ducha epoki i łódzkiego kolorytu.
Szanowny Panie Redaktorze, uniżenie donoszę, iż sroga bieda zagląda mi w oczy, a z moich jedynych kamaszy palce wyzierają już na świat niczym nieproszeni goście. Próbowałem sił u rzeźnika i przy noszeniu pak, lecz los srodze mnie doświadczył, a podli przedsiębiorcy nie dali mi zarobić na suchą kromkę chleba. Chętnie podejmę się służby u jakiego milionera, bo zęby mam zdrowe i do pieczystego gotowe, a i przy rewii mógłbym za dyrektora stać, byle tylko karku przed nędzą nie zginać. Proszę zatem o łaskawe wsparcie w znalezieniu posady, bym mógł porzucić me legowisko pod kupą piasku na Bałutach i uczciwą pracą na chleb zapracować. Życie moje stało się bowiem jako ten stary, wykolejony tramwaj, co to w miejscu stoi i zgrzyta, zamiast z fasonem po łódzkim bruku ku lepszej przyszłości pomykać.
Tytuł: "Do poduszki. Wesołe luli-luli". Kalendarz na 1902 Rok. Zbiory: Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie. Prawa: Domena publiczna.
Oto wyjaśnienie najciekawszych zwrotów z łódzkiej (bałuckiej) gwary, którymi posłużył się Pietr Kornobis:
- Bryndza w kieszeni – oznacza skrajną biedę, brak pieniędzy. Słowo „bryndza” w tym kontekście to synonim nędzy.
- Palice z butów lipują – „palice” to palce u nóg, a „lipować” w gwarze łódzkiej oznacza patrzeć lub wyglądać. Zwrot ten mówi więc o tak zniszczonych butach, że widać przez nie palce.
- Dawać na fis – oznacza oszukiwać lub zwodzić kogoś. Autor listu nie chce, by bieda go pokonała lub by musiał uciekać się do forteli.
- Odpowiedający za korpotjera – „korpotjer” to zniekształcona forma słowa kolporter. Przedsiębiorcy uznali, że Pietr nie jest wystarczająco godny zaufania, by powierzyć mu roznoszenie towarów czy gazet.
- Derechtor ot kusych szansonetkuf – „szansonetki” to artystki kabaretowe lub piosenkarki w kawiarniach artystycznych. „Kuse” oznacza tu skąpo ubrane, a całość odnosi się do kogoś w rodzaju opiekuna lub dyrektora rewii.
- Pieczeniaż – (dzisiejszy pieczeniarz) to osoba, która lubi stołować się na cudzy koszt, darmozjad. Pietr sugeruje, że u milionera przydałby się do jedzenia pieczystego, bo ma do tego „dobre zęby”.
- Nie zawracaj wontroby – odpowiednik dzisiejszego „nie zawracaj głowy”, czyli nie rób kłopotu, nie zawracaj niepotrzebnie uwagi.
Oto jak mogłaby wyglądać odpowiedź „Szanownego Rydachtora” do Pietra Kornobisa, utrzymana w tonie łódzkiej prasy z początku XX wieku:
Wielmożny Panie Kornobis!
Odebraliśmy Waszą suplikę z Bałut i choć serce nam krwawi na wieść o palicach lipujących z kamaszy, to musimy przyznać, żeście nas setnie swym konceptem rozbawili. Nie godzi się, by tak morowy chłop pod kupą piasku nocki trawił, podczas gdy łódzki przemysł huczy i sapie niczym rozgrzana lokomobila. Skoro zęby macie jak ta słynna Antośka, a i fantazji Wam nie brakuje, mamy dla Was pewną propozycję, byście już więcej na fis bidzie dawać nie musieli.
Zgłoście się jutro o świcie do remizy Tramwajów Łódzkich, tam bowiem szukają kogoś z twardym charakterem do pilnowania porządku na tylnych pomostach, gdzie gawiedź bez biletów pchać się próbuje. Jeśli zaś tamtejszy derechtor uzna, żeście za mało srodzy, poślemy Was do mojego znajomka, fabrykanta, co to szuka „pieczeniaża”, ale takiego do pilnowania magazynów z pultrami, by inne szatany ich nie świsnęły. Przywdziejcie jeno jakąś czystszą sukmanę, cobyście na korpotjera godnie wyglądali i wstydu redakcji nie przynieśli.Adju, niech Wam się darzy!
Metryka źródła.
- Tytuł: "Do poduszki. Wesołe luli-luli:.
- Podtytuł: w którem, dla samej odmiany mówi się o Łodzi i jej poblizkich okolicach. Książka mogąca równie dobrze nosić nazwę "Kiwanie palcem w obuwiu", jako też "Tramwaj łódzki" (według pierwotnego zamierzenia i planu).
- Dodatek: Kalendarz na 1902 Rok.
- Wyspekulował: Bruno Las ahter szwindler lodzermensch.
- Rok i Nr wydania: 1902 (IV).
- Język: Polski.
- Ilość stron: 78.
- Druk/Skład: Skład Główny i Drukarnia Leppert i S-ka, ul. Elektoralna Nr 8, Warszawa.
- Zbiory: Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie.
- Typ: czasopismo.
- Prawa: Domena publiczna.
- Uwaga: Cenzura - Дозволено Цензурою. Варшава 21 марта 1901 года. (pol. Pozwolono przez cenzurę. Warszawa, 21 marca 1901 roku.) - Kontekst historyczny: Napis ten to standardowa formuła cenzorska z czasów zaboru rosyjskiego. W tamtym okresie publikacje wydawane w Warszawie musiały uzyskać oficjalną zgodę carskiej cenzury przed dopuszczeniem do druku.















