Strona główna / Regionalia / O dziejach, legendach i świetności podwarszawskich Bielan

O dziejach, legendach i świetności podwarszawskich Bielan

Regionalia Etnografia Historia zdjęcie poglądowe

Z tego artykułu dowiesz się.

  • Jakie legendarne i historyczne korzenie – od mazowieckich książąt po fundacje króla Władysława IV – kryły się za świętowaniem na bielańskim ustroniu.
  • W jaki sposób zmieniało się oblicze bielańskich festynów: od dawnych wodnych przepraw do Gołędzinowa po wersalski przepych czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego.
  • Gdzie spoczęły doczesne szczątki wielkiego męża stanu, Stanisława Staszica, i jak wyglądał jego wzruszający, zimowy pogrzeb w sercu bielańskiego lasu.

Na rycinie zatytułowanej BIELANY POD WARSZAWĄ PODCZAS ZIELONYCH ŚWIĄTEK, narysowanej z natury przez Półkowskiego i zrytowanej w drzeworytnie Tygodnika, rozciągał się pejzaż tętniący życiem, w którym potężne, rozłożyste drzewa rzucały cień na tłumnie zgromadzony lud. Po prawej stronie wznosił się klasztorny zespół kamedulski z charakterystycznymi wieżycami i murami osłoniętymi zielenią, wokół którego kłębiły się postacie w odświętnych strojach epoki, powozy, konie oraz wóz załadowany podróżnymi.

Czy wiesz, że dawni warszawianie przed wiekami obchodzili poniedziałek Zielonych Świątek, przepływając tłumnie łodziami na Pragę do Gołędzinowa na wesele ubogiej cnotliwej mieszczanki, a zwyczaj ten dopiero po zniszczeniach szwedzkich na stałe przeniósł się w lasek bielański?

Jak pouczały dawne szpalty, warszawskie Bielany leżały o milę od stolicy, stanowiąc zupełne przeciwieństwo górskich, malowniczych Bielan krakowskich. Klasztor kamedułów na Mazowszu wzniesiono za panowania Władysława IV, który upodobał sobie to miejsce po spełnieniu ślubów i odniesionych zwycięstwach. Z biegiem lat uroczystości te stały się mekką warszawskich rzemieślników, niań i paneli, którzy porzucali skromny Czerniaków na rzecz bielańskiego przepychu. Autor przypominał dawny zwyczaj przeprawiania się w poniedziałek Zielonych Świątek do Gołędzinowa na wesele ubogiej cnotliwej mieszczanki, który po szwedzkich nieszczęściach przeniósł się na stałe do bielańskiego lasku. Podanie niesione przez wieki głosiło o księciu Kazimierzu, który zapędzony na polowaniu w wielką puszczę, ukojony brzękiem dzikich pszczół i pobożną pieśnią pustelnika, odkrył to święte ustronie.

W czasach saskich i za Stanisława Augusta Poniatowskiego Bielany przeżywały złoty wiek, przypominając paryskie Longchamp – król przybywał tu w otoczeniu laurfrów z pejczami, hajduków i tłumu kawalerii. Podział kraju przyniósł upadek, lecz za Księstwa Warszawskiego i rządu króla saskiego placówki znów zapełniły się tysiącami pojazdów i dziesiątkami tysięcy pieszego ludu. W szałasach i pod namiotami rozbrzmiewała muzyka dudarzy karpackich, lirników z niebieskim płaszczem czy kapel cygańskich z niedźwiedziem, podczas gdy pod murem kościelnym prosty lud wesoło pląsał do nuty wiejskiego skrzypaka. W tym samym bielańskim lesie, pod ulubionym dębem i sosną, zwykł spędzać godziny na czytaniu i notowaniu Stanisław Staszic. Tam też, zgodnie z jego wolą, w styczniu 1826 roku, pośród tysięcznych tłumów i głębokiego żalu narodu, spoczęły jego doczesne szczątki w prostej drewnianej trumnie.

Bielany pod Warszawą artykuł publikacja 1860
BIELANY POD WARSZAWĄ PODCZAS ZIELONYCH ŚWIĄTEK.
Rysował z natury Półkowski, rytowano w drzeworytnie Tygodnika.
Bielany pod Warszawą artykuł publikacja 1860.

Owa publikacja stanowiła dla ówczesnego czytelnika żywe przypomnienie dawnej świetności kraju oraz urokliwy przewodnik po miejscu, które łączyło narodową historię z coroczną, radosną majową rozrywką. Przekazywała ona młodemu pokoleniu pamięć o dawnych tradycjach, królewskich wizytach oraz o skromności wielkich mężów takich jak Stanisław Staszic. Dla współczesnego odbiorcy artykuł ten jest bezcennym oknem na XIX-wieczną kulturę, obyczajowość i topografię dawnego Mazowsza. Pozwala on dostrzec w zurbanizowanej tkance dzisiejszej Warszawy ślady dawnej, potężnej puszczy oraz dawnego ducha wspólnotowego świętowania. Odkrywanie tych kart na nowo buduje pomost między przeszłością a teraźniejszością, przypominając o zakorzenieniu stolici w jej unikalnym dziedzictwie przyrodniczym i historycznym.

Czy wiesz, że w bielańskim lesie pod starą sosną i dębem uwielbiał spędzać wolne chwile aż do późnej jesieni Stanisław Staszic, który w swoim testamencie zażyczył sobie pochówku przy tutejszym kościele?

Oto dokładna transkrypcja tekstu, z zachowaniem oryginalnej pisowni, interpunkcji oraz charakterystycznych cech językowych.

BIELANY POD WARSZAWĄ.
Dwa starożytne miasta, Kraków i Warszawa, w pobliżu murów swoich mają swoje Bielany, z kościołami i klasztorami księży kamedułów. I krakowskie i warszawskie leżą w pobliżu jednéj rzeki Wisły, ale jakże różne pod względem piękności okolic i widoków! Bielany krakowskie, na wyniosłém wzgórzu, dają widok cudny na daleki krajobraz. Ze szczytu oglądasz ów gród stary, najeżony wieżycami kościołów i historycznemi mogiłami; za białemi wodami Wisły wychylają się piérwsze garby Karpat, piętrzą się coraz wyżéj, a nad niemi wyskakują wierzchołki gór jeszcze wyższych, długo na wiosnę pokrytych białemi czepcami śniegu. Klasztor otacza cienisty las, u stóp którego rozścielają się żyzne czarnoziemu łany. Warszawskie Bielany, o milę od Warszawy, leżą na jednéj płaszczyźnie z główném miastem królestwa, bliżéj Wisły, a z przeciwnego jéj brzegu dopiéro dostrzegasz nieco podobieństwa do krakowskich, bo widomie rysuje się i uwydatnia wyniosła góra, na któréj kościół z klasztorem kamedułów wychyla z pośród cienia drzew białe swe mury. Założenie obu klasztorów dzieli zaledwie lat kilkadziesiąt: na skalistéj górze pod Krakowem, powstał w czasach Zygmunta III.; na piaszczystém wzgórzu pod Warszawą, za panowania Władysława IV, syna jego. Król ten, dla spełnienia uczynionych Bogu ślubów i na podziękowanie za odniesione zwycięztwa, funduje tu kościół, a w pobliżu stawia dla siebie domek, gdzie w wolnéj chwili oddaje się modlitwie i pobożnemu rozmyślaniu. Wkrótce za przykładem monarszy osoby możniejsze do 20 na Bielanach założyły podobnych domków. Jan Kazimierz dokończa budowy klasztoru 1667 i konstytucyą na sejmie warszawskim tego roku zatwierdza ojcom kamedułom wszystkie przywileje, odgraniczenie gruntów od starostwa warszawskiego i dochód z przewozu na Wiśle pod wsią Żeraniem. (Volumina Legum T. IV p. 967). Król Michał Korybut lubił to ustronie i w niém swe serce złożyć polecił. Bielany tak przyrosły do serca Warszawian, jak i Czerniaków, z tą różnicą, że odpust u kamedułów trwa tylko dni kilka, zacząwszy od Zielonych Świątek, gdy w Czerniakowie blizko cztery tygodnie. Skromniejszy jest ten ostatni, bo nie gromadzi do razu takiéj massy wszystkich warstw społeczności naszéj, jak drugi dzień Zielonych Świątek na Bielany. Wyższy ton, to jest bogatsze rodziny panów lub przemysłowców, zostawia właściwym mieszkańcom Warszawy, rzemieślnikom, niańkom i mamkom dzieci swoich, skromny Czerniaków: dla siebie zachowuje Bielany, aby tam z całym przepychem wystąpić. Na drodze do Czerniakowa tłumy tylko piesze ochoczo spieszące ujrzysz, rzadko pojazd lub dorożkę warszawską. Świat wyższy niéma po co spieszyć do Czerniakowa, bo któż tu będzie podziwiał świetność strojów, wystawność pojazdów i koni? Od kiedy te przejażdżki na Bielany weszły u nas w modę, z pewnością oznaczyć trudno. Był zwyczaj dawny, że w poniedziałek Zielonych Świątek mieszczanie Warszawy przepływali do wsi Gołędzinowa, (dziś na Pradze ulica Gołędzinowska) na drugą stronę Wisły, gdzie odbywało się wesele ubogiej lecz cnotliwej córki jednego z mieszkańców Starego-miasta. Był to obchód całe miasto poruszający. Promy i łodzie z masztami, stojnemi to w zielone gałązki brzeziny, to mnóstwem wstęg różnobarwnych, przewoziły tłumy ochoczych na tę uroczystość, poprzedzone łodziami, na których brzmiały kapele. Po ukończonym obrzędzie, wójt staromiejski zbierał posag dla nowozaślubionéj, i ten bywał nieraz znaczny. Za smutnych czasów króla Jana Kazimierz, jak pisze Stanisław z Łazów Duńczewski, sławny wydawca kalendarzów, kiedy Szwedzi srodze gospodarzyli po tamtéj stronie Wisły, Warszawianie już nie popłynęli do Gołędzinowa, ale obrzędu dawnego w lasku bielańskim dopełnieli. Nie było wtedy zwykłéj radości i wesela, wszystkich oblicza posmutniały, bo coraz boleśniejsze wieści nadbiegały ze wszystkich stron kraju; a gdy kapela przy tym obrzędzie zabrzmiała, umilkła zaraz na okrzyk zgrozy i trwogi, gdy przy zachodzie słońca ujrzano po drugiéj stronie Wisły płonące strasznym pożarem okoliczne wioski i domy, dosłyszano wrzawę wojenną i strzały ręcznej broni! Łukasz Gołębiowski wyprowadza ztąd domysł, że zapewne od téj pory w tym dniu zaczęto odwiedzać Bielany, nie dla samego już tylko nabożeństwa. Przecież stare podania, które słyszałem od sędziwych mieszkańców Starego-miasta, co innego mówią. Za dawnych czasów (tak brzmi tradycya) las bielański był wielką puszczą i pochłaniał w sobie całą okolicę Warszawy, aż do Willanowa, czyli drugiego wybrzeża Wisły. W kniei téj ogromnéj, gdzie tury i żubry bujały stadami, podobnie jak wilki, niedźwiedzie i rysy, gdzie bobry miały liczne swoje legowiska, udzielni książęta mazowieccy polowali często. Jeden z nich, imieniem Kazimierz, zapędzony za zwierzem, zabłąkał się i nie mógł trafić do swego orszaku. Wielce strudzony, wysoką górą napotkał zdrojowisko i zaspokoił piekące pragnienie, wdarłszy się na szczyt góry, usnął pod starą sosną. Jak długo spał, nie pamiętał, ale gdy się obudził, otrzeźwiony promieniem słońca, usłyszał najprzód brzęk rojów pszczół dzikich, co liczne barcie miały w pniach odwiecznych sosen, a niedługo potém odbiło leśne echo po rosie kroplistéj pieśń pobożną. Zerwał się na nogi, i niedaleko ujrzałam małą kapliczkę drewnianą z modrzewia, a na jéj progu modlącego się pustelnika, co w téj puszczy oddawna zamieszkał. Pomodlił się z nim razem, za jego przewodem wydostał się na drogę i wrócił szczęśliwie do Warszawy, gdzie go dwór niespokojnie oczekiwał. Książę opowiedział rzecz całą. Zaraz nazajutrz z dworem ruszył napowrót do puszczy, trafił łatwo do kaplicy, znalazł pustelnika, i hojnie go opatrzywszy, kazał naprawić kapliczkę już chylącą się do upadku. I odtąd to Warszawianie zaczęli od piérwszych dni wiosny do jesieni nawiedzać Bielany, późniéj zaś te pielgrzymki pobożne rozpoczynali od Zielonych Świątek. Zwyczaj ten odwieczny miał spowodować króla Władysława IV, że tu wybrał miejsce na kościół i klasztor księży kamedułów. Na tém kończy się miejscowe podanie. Lasy bielański i marymoncki, połączone z sobą, stanowiły kiedyś dobrą knieję, pełną grubego zwierza, i w niéj często polować lubił król Jan Sobieski. W roku 1683, gdy w pałacyku marymonckim, dotąd istniejącym, zmęczony łowami spoczywał, poseł cesarza austryackiego upadł przed nim na kolana, błagając bohatera, ażeby od zguby ocalił Wiedeń, a obecny nuncyusz papiezki dodał, żeby ratował chrześciaństwo. Wtedy król, wzruszony do głębi serca, dał słowo zezwalające. Królowie z domu saskiego, August II i syn jego August III, za bytności swojéj w Warszawie odwiedzali Bielany w drugi dzień Zielonych Świątek. Ale głównie utrwalił ten zwyczaj w wyższem społeczeństwie naszém król Stanisław Poniatowski. Monarcha ten, który, jak wiadomo, nadzwyczaj lubował w naśladowaniu dworu i zwyczajów wersalskich, chcąc wytracić do szczętu grube sarmackie obyczaje, a oględę i oświatę francuzką w całéj Polsce zaszczepić, starał się uświetnić tę przejażdżkę, bo to przypominało Longchamp paryzki. Występował więc okazale i uroczyście na ten dzień w przejeździe do Bielan, panie i panowie polscy przesadzali się w zbytkowych strojach, pojazdach i uprzęży. Ale wtedy tylko damy jechały w pojazdach; jak przed karetą królewską, tak przed ich końmi biegli bogato przystrojeni laufry, z pejczami w ręku, w czapkach zdobionych strusiemi piórami; mężczyźni zaś wszyscy towarzyszyli konno, wyjąwszy sędziwych panów i senatorów. Rozmaitość ubiorów to cudzoziemskich, to polskich, mundury wojskowe i przepyszne stroje pań, służba dworska, ogromnego wzrostu hajduki i pajuki, straż zbrojna otaczająca króla, wśród tłumu ludu, wszystko to tworzyło obraz godny pędzla malarza. Stanisław August, po przyjeździe na Bielany, wchodził najprzód do kościoła, po wysłuchaniu nabożeństwa nieszpornego odwiedzały domki pustelniczych zakonników, a następnie, używając przechadzki, przypatrywał się rozmaitym zabawom ludu. Po podziale kraju, kiedy Warszawa opustoszała, a wspaniałe w niéj pałace poszły w ruinę, za czasów rządu pruskiego, świetność Bielan upadła. Lud małemi tylko gromadkami szedł na nabożeństwo. Odżyły one dopiéro po utworzeniu księstwa warszawskiego. R. 1810 przypomniał dawne Bielany. Fryderyk August król saski, książę warszawski, zwiedził je w czasie Zielonych Świątek; świetny mu wtedy orszak towarzyszył, a lud tysiącami wybiegł, witając serdecznemi okrzykami ulubionego monarchę. I późniejszych także czasach przejażdżki do Bielan odznaczały się blaskiem i przepychem; liczono nieraz pojazdów do 4000, konnych jeźdźców do tysiąca, a pieszego ludu do 70,000. Od lat trzydziestu, lubo zwyczaj przetrwał, przejażdżki i przechadzki do Bielan zaledwie przecie przypominają dawną świetność i wesołą ochotę ludu. Bo jakaż wtedy bywała ochota, co za gwar i ścisk to na drodze głównéj, to na ścieżkach i wsłaym[sic] lesie! Kilkadziesiąt szałasów i namiotów zalegało plac przed kościołem, a wszystkie przepełniały goście z Warszawy. Nie mówimy tu o poczciwych naszych chłopkach, bo ci pod murem kościelnym na uboczy, zebrani w oddzielnéj drużynie, wyszukawszy zielonéj darni, wesoło się bawili, skacząc po nucie wiejskiego skrzypaka. Pamiętamy dudarzy karpackich, co niemałe grono zwabiali do siebie, siwego lirnika, niebieskim płaszczem zwanego; co przygrywając usiadłszy pod drzewem, śpiewał stare dumy o królu Sobieskim i o najeźdźczych Szwedzach, szturmujących do cudownego klasztoru częstochowskiego. Banda cyganów z uczonym niedźwiedziem zbierała w koło siebie ciekawy lud i dziatwę, a w kilkudziesięciu szałasach grzmiała potężnie muzyka, tłumiąc się wzajemnie i bijąc o mury samotnego klasztoru ojców kamedułów. Nigdzie większéj rozmaitości nie widziałeś jak na Bielanach w owych świetnych czasach; po ubitych ścieżkach w lesie przepych i zbytek panował; stroje kosztowne i bogate zwracały oczy; w szałasach na piasku pijana wrzała ochota, a wodosobnieniu, przy murze ogrodowym, wieśniacy i wieśniaczki z blizkich okolic Bielan, z piosnką wesołą choć krzykliwą, któréj serdecznie wtórował grajek, objawiali swą radość niekłamaną w pląsach i tańcu. Lud warszawski rozpoczyna pielgrzymkę na Bielany od niedzieli rano, to jest od piérwszego święta; dlatego kramarze i przekupnie wcześnie przygotowują się w szałasach i pod namiotami na przyjęcie licznych gości. Dawniéj w dnie tylko Zielonych Świątek przystęp do kościoła bywał i kobiétom dozwolony, gdy w innym czasie modliły się one tylko wkruchcie klasztornéj. Z czasem zwolniła ta surowość kamedulska. Przechowały się dotąd i ta sosna, i ten sam dąb ulubiony, pod któremi chwile wolne od zatrudnień urzędowych, w dnie pogodne do późnéj jesieni, przepędzał Stanisław Staszic, czytając książki i kreśląc w nich notatki ołówkiem. Panowała tu zwykle cisza uroczysta; po gwarze bowiem Zielonych Świątek, podczas których cała niemal ludność Warszawy przepełniała las i kościół, rzadki gość odwiedzał tę odległą okolicę Warszawy. Miał Staszic widok piękny i otwarty na Wisłę i dalekie jéj okolice; słuchał szumu tych starych sosen i starszych dębów, do którego z rana i nad wieczorem łączył się głos dzwonu z klasztoru kamedułów; słuchał z upojeniem to gwaru ptastwa, to wesołego okrzyku i pieśni krakowskich flisaków płynących po rzece. Ukochał też tę ustron i polecił w testamencie, ażeby zwłoki jego pochowano przy tutejszym kościele. I spełniono ostatnią wolę wielkiego męża. Zwłoki jego, złożone w prostéj drewnianéj trumnie, przeniesione na ramionach czczącej zasługi Staszica młodzieży, spoczęły w ziemnéj mogile przy lewej ścianie kościoła bielańskiego. Na nizkiém podmurowaniu leży duży, prostokątny kamień, z tym napisem: „Stanisław Staszic. Ur. r. 1755 † 20 stycznia 1826.” Widziała Warszawa wiele wspaniałych i uroczystych pogrzebów, ale równie wielkiego w swojéj prostocie, nie oglądała nigdy. Dzień był pogodny, śnieg biały pokrywał ziemię, a lekki przymrozek orzeźwiał powietrze. Drogę do grobu milową napełniał tłum narodu, kilkadziesiąt tysięcy wynoszący. Próżny karawan postępował zwolna, a dostojnym zwłokom towarzyszyły chóry kapłanów. Piérwszy to raz tak liczne tłumy zaledziły las bielański, z opuszczoną głową, z załzawionemi oczyma, z cichéj westchnieniem w zbolałéj piersi, a jęk tysiąców połączył się z żałobną pieśnią kapłanów, z ponurym szumem sosen okrytych kryształami śnieznemi, gdy drewnianą trumnę ze zwłokami wielkiego męża spuszczono w łono ziemi, którą tak ukochał i dla któréj pracę całego życia swego poświęcił. K. Wz. W.

Index.

  • August II – król polski z domu saskiego, który wraz z synem regularnie odwiedzał Bielany w drugi dzień Zielonych Świątek.
  • August III – król polski z domu saskiego, kontynuator bielańskich wizyt swoich poprzedników.
  • Bielany (krakowskie i warszawskie) – dwa klasztorne ustronia nad Wisłą, z których krakowskie zachwycało widokiem na Karpaty, a warszawskie płaskim nadrzecznym krajobrazem.
  • Czerniaków – drugi obok Bielan cel warszawskich wycieczek, charakteryzujący się dłuższym odpustem, lecz skromniejszą frekwencją wyższych sfer.
  • Duńczewski, Stanisław z Łazów – sławny wydawca kalendarzów, którego relacja posłużyła autorowi do opisania trudnych czasów szwedzkich.
  • Fryderyk August – król saski i książę warszawski, który w 1810 roku odwiedził odrodzone po zaborach Bielany.
  • Gołębiowski, Łukasz – badacz dawnych obyczajów, autor domysłów na temat początków bielańskich pielgrzymek.
  • Gołędzinów – wieś na prawym brzegi Wisły (dzisiejsza Praga), gdzie dawniej w poniedziałek Zielonych Świątek urządzano huczne wesele ubogiej mieszczanki.
  • Jan Kazimierz (król) – władca, za którego dokończono budowę klasztoru (1667) i zatwierdzono przywileje kamedułom.
  • Kazimierz (książę mazowiecki) – legendarny książę, który według podania zgubił się w puszczy i odkrył bielańskie zdrojowisko oraz pustelnika.
  • Kamedułowie – zakon księży, gospodarze bielańskich klasztorów w Krakowie i Warszawie.
  • Longchamp – paryskie miejsce spacerowe, do którego za czasów Stanisława Augusta przyrównywano bielańskie przejażdżki.
  • Michał Korybut (król) – władca, który upodobał sobie bielańskie ustronie i zażyczył sobie złożenia w nim swojego serca.
  • Półkowski – rysownik z natury, autor ilustracji towarzyszącej artykule w Tygodniku.
  • Stanisław August Poniatowski – król, który wprowadził bielańskie przejażdżki w modę na wzór wersalski, uświetniając je przepychem.
  • Staszic, Stanisław – wybitny mąż stanu, uczony i pisarz, który spędził wiele lat na pracy pod bielańskimi drzewami i został tam pochowany w 1826 roku.
  • Władysław IV – król polski, za którego panowania wzniesiono klasztor kamedułów na piaszczystym wzgórzu pod Warszawą.
  • Zygmunt III – król polski, za którego czasów powstał klasztor kamedułów pod Krakowem.
  • Zielone Świątki – główny okres świąteczny i odpustowy, gromadzący tłumy warszawian na bielańskich polach.

Metryka źródła.

Tytuł publikacji: „Bielany pod Warszawą”.
Autor publikacji: K. Wł. W.
Tytuł ilustracji: „”.
Publikacja: Tygodnik Ilustrowany (czasopisma społeczno-kulturalne polskie).
Miejsce, Rok, Nr, str.: Warszawa; 1860; Nr 36.
Wydawca: Józef Unger (1817-1874).
Język: polski.
Źródło/Zbiory: Biblioteka Narodowa; Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego.
Dostępność elektroniczna: Polona.pl.
Domena Publiczna.

Treści powiązane z niniejszą treścią:

Targ na wełnę na placu Krasińskich w Warszawie

17 października, 2026
Handel

Łazienki Stanisława Augusta w Warszawie

6 października, 2026
Czas wolny

Hotel Europejski przepych i harmonia

17 września, 2026
Hotele

Niedziela w mieście. Warszawa roku 1860

11 września, 2026
Czas wolny

Dzieje wizjonera Antoniego Tyzenhauza

5 września, 2026
Publikacje

Nieboczowy prastara osada nad Odrą

1 września, 2026
Kościoły

Śladami husarskiej chwały z 1860. Zbroja i sztandar króla Jana III

17 sierpnia, 2026
Militaria

Tajemnice dawnego Tęczyna. Gniazdo orłów czy piwna legenda?

8 sierpnia, 2026
Obiekty

Inowrocław na kartach Tygodnika Ilustrowanego z 1860 roku

7 sierpnia, 2026
Klasztory

Złotnictwo i historia ukryte w zielonym etui

6 sierpnia, 2026
Publikacje

O rynsztunku dawnych wodzów Rzeczypospolitej w świetle szpalt

2 sierpnia, 2026
Drzeworyty

O murach nasiąkłych krwią i cnotą. Tajemnice sandomierskich benedyktynek

28 lipca, 2026
Drzeworyty

Kronika Dawnych Mistrzów Szos i Torów Królestwa Polskiego 1892–1895

26 lipca, 2026
Cykliści

O wielkiej ambicji odnowy łódzkich ulic w 1926

8 czerwca, 2026
Kamienice

Srebro i prestiż. Łódzki wątek warszawskiej fabryki Józefa Frageta

6 czerwca, 2026
Plakaty

Jak celebrowano i wykorzystywano wolny czas podczas Zielonych Świątek

4 czerwca, 2026
Czas wolny

Tradycja i modernizm. Zielone Świątki w społeczności przedwojennej Łodzi

3 czerwca, 2026
Czas wolny

U źródeł Filharmonii Warszawskiej. Ludzie, architektura i muzyka

28 maja, 2026
Kultura

Zapomniany porządek. Osiem województw na pożółkłych kartach historii

26 maja, 2026
Miejscowości

Bateria Pozycyjna Artylerii Konnej. Galeria rycin 1815–1831

25 maja, 2026
Ikonografia

Orkiestra Włościańska. Dziedzictwo Karola Namysłowskiego

8 maja, 2026
Kultura

Paszcze potworów. Rewolucja w artylerii na Wystawie Paryskiej 1867

7 maja, 2026
Militaria

Działa Polskie XVII w. w publikacji z roku 1860

5 maja, 2026
Militaria
Tagi:
Kronika Czasu foto profilowe
DAWNE ŹRÓDŁA. DAWNE SŁOWA.
HISTORIA, KTÓRA PRZEMAWIA WŁASNYM GŁOSEM.
Wystaw Beksiński w Poznaniu 2026 (4)
Wystaw Beksiński w Poznaniu 2026 (4)
Klasztor i Kościół Oliwa pod Gdańskiem publikacja 1860
Klasztor i Kościół Oliwa pod Gdańskiem publikacja 1860
Biblioteka Aleksandryjska miedzioryt autor Ignazio Benedetti po 1750
Biblioteka Aleksandryjska miedzioryt autor Ignazio Benedetti po 1750